Piotr Rogucki - forum. ^^

Sama nazwa wskazuje wszystko. (;

  • Nie jesteś zalogowany.

#1 2006-10-04 23:22:56

Dzięcioł

Administrator

Zarejestrowany: 2006-10-01
Posty: 136
Punktów :   

#3

Notka numer: #3
Napisana o: 13:42
W dniu: 26 czerwca 2006

A teraz obiecany wywiad z lipcowego Metal Hammera. (strona 20.)

MH: Możena początek pozwolę sobie na odrobinkę patosu, Coma wychodzi po raz drugi, tym razem, parafrazując tytuł debiutu, nie ma absolutnie mowy o tym, że jest to wyjście z mroku, tylko wychodzicie raczej z pozycji jednego z największych objawień muzycznych na przestrzeni dwóch lat... Wszystkie te zachwyty fanów i krytyków napewno w pewien sposób mobilizują do dalszej pracy, ale z drugiej strony mogą też być stresujące. Czy podczas tworzenia materiału na nową płytę odczuwaliście dużą presję?
R: Generalnie sytuacja wygląda tak, że za bardzo nie odczuliśmy tego całego sukcesu. Nasza droga cały czas powoli się rozwija, przeżywamy wszystkie możliwe etapy wtajemniczenia w życie koncertowe i życie na rynku muzycznego. I nie jest to łatwa droga. Teoretycznie może się wydawać, że jest to droga usłana różami i to bez kolców, a tak naprawdę dalej gramy w klubach muzycznych, z ciężkim sercem przejeżdżamy mnóstwo kilometrów, krok po kroku zdobywamy doświadczenie i nie odbija nam palma i cały ten materiał, który powstał, stworzyliśmy pod wpływem emocji, natchnienia, czyli tego wszystkiego, co ukształtowało pierwszą płytę i nie wyniknął on z jakiś konkretnych planów czy zamierzeń, tylko z tego, co czuliśmy.

MH: Pytam o to, bo zazwyczaj jest tak, że jeżeli dana kapela nagrywa świetny debiut, to zazwyczaj bardzo spręża się, aby drugi album przynajmniej dorównywał debiutwoi, mówi się czasem o typowym "syndromie drugiej płyty"...
R: Po pierwsze, my nasz debiut uznajemy za płytę słabych lotów, nie bardzo nam się podoba, jeśli chodzi o estetykę czy wartość poetycką, kwestie merytoryczne - to jest ok., jest ona spójna i ciekawa, z tego jesteśmy zadowoleni i nie ma się czego wstydzić, ale jeżeli chodzi o warstwę brzmieniową i nasze możliwości, w sensie pokazania wokalu czy brzmienia gitar, to jest ona zrobiona słabo i w ogromnym pośpiechu. Ja przesłuchałem ją tylko raz i wróciłem do niej dopiero po dwóch latach i nie będę wracał do niej często.
A ta druga płyta była realizowana z świetnymi ludźmi, z Adamem Toczko i z Przemkiem z jego studia. Zespół, który przygotował ten materiał, włożył w to całe serce, wszedł do studia i dodatkowo dostał jeszcze dwóch zawodników do drużyny, którzy również włożyli w to swoją duszę i wrażliwość i zrobiliśmy materiał, z którego jesteśmy zadoiwoleni, a rzadko to mówię. Właściwie nie zdarza mi się prawić pochwał na swój własny temat, ale myślę, że jest to kawał dobrej roboty. Moim zdaniem jest to po prostu ciekawsza płyta.

MH: Ale nie odnotowaliście żadnych zmian na łonie zespołu?
R: Nie przybył nikt nowy, ale płyta była trochę "supportowana", to znaczy dodatkowo gościnnie pojawił się perkusista, były też nagrywane smyki, różni ludzie dodatkowo użyczyli na ten album swoich wokali, dzięki pomocy naszych znajomych na płycie pojawiają się też różne dźwięki, które użyte zostały jako łączniki między pozczególnymi utworami...

MH: A jeśli chodzi o Ciebie, to na rok pański 2004 byłeś jeszcze studentem w szkole aktorskiej, coś się zmieniło u Ciebie w tym temacie?
R: Dalej jeszcze studiuję, jestem już jakby po dyplomach, nie wiem, czy uda się szkołe skończyć, bo nie jest tak łatwo i mam trochę kłopotów w związku z tym, że powinienem być w szkole, a nie było mnie, bo były koncerty i realizacja płyty... No ale jak Bóg da, to powiedzmy, że we wrześniu będę już aktorem dyplomowanym, a za jakiś czas, być może magistrem sztuki.

MH: A tak z ciekawości, jak Twoi profesorowie zapatrują się na Twój sukces?
R: Mam takich profesorów, którzy raczej chwalą się swoimi sukcesami, bo mają ich dużo... Krzysztof Globisz, Jerzy Stuhr, Trela itd. Oni są przyzwyczajeni do sukcesów, a raczej mało ich interesują, ale myślę, że oni to w jakiś sposób doceniają, że zdają sobie sprawę z tego, że parę rzeczy mi się udało zrobić i niektórzy mnie dopingują, w takim sensie, że fajnie, iż się udało, bo nie wszyskim udaje się zrobić cokolwiek.

MH: Ale powróćmy do waszej nowej płyty. Po wysłuchaniu materiału promocyjnego, moje pierwsze wrażenie było takie, iż Coma to nadal grupa zbuntowanych chłoipaków, którzy nie stracili jakiegoś takiego specyficznego poczucia wrażliwości, którzy też ciągle potrafią konkretnie dać znać, które przejawy życia im działają na nerwy i którym może przybyło trochę cynizmu 0 mówię tutaj o Twoich tekstach. Czy te wszystkie rzeczy, przez które przeszliście po wydaniu debiutu, mają jakieś głębsze odbicie w strefie słowa?
R: Jasne, my się zmieniamy, zmienia się też nasza wrażliwość i sposób myślenia, a także zainteresowania i pojawiają się szersze perspektywy. Ja cały czas zbieram doświadczenia i cały czas znajduję inne podniety do pisania tekstów, albo inne rzeczy mnie bolą, dotykają, wkurzają. Nabraliśmy faktycznie troszeczkę dystansu do rzeczywistości, ale cały czas staramy się w to wszystko wkładać serce i te teksty są bardzo autentyczne. Mogą być na tyle inne, na ile ja sam się zmieniłem, nie mam do siebie dystansu, trudno mi zaznaczyć różnicę i powiedzieć na czym ona polega. Myślę, że ta kwestia będzie należała do ludzi, którzy zechcą sobie interpretować ten materiał.

MH: Całego materiału słucha się znakomicie, jednak jest kilka numerów, które wyłapuje się już jakby od pierwszego usłyszenia, numerów takich, jak np. "Schizofrenia"
R: To taka impresaja na temat rzeczywistości troszeczkę inspirowana życiem jednego z członków zespołu, który pracował w supermarkecie długi czas, a czkolwiek skończył trochę inaczej, bo gra z nami w zespole, a nie dostał pukla. Jest to próba zmierzenia się z rzeczywistością, która nie jest koniecznie wesoła, ale z drugiej strony jest to też pewnego rodzaju próba wyzwolenia się z pewnego rodzaju okopów, może nie do końca zdrową drogą, ale na samym końcu jest w tym rozwiązaniu jakaś lekkość i swoboda moim zdaniem, aczkolwiek z niepokojącym wydźwiękiem.

MH: Słychać też, że już w trochę inny sposób śpiewasz na tej płycie, bardziej potrafisz zaakcentować, różne stany. Jeżeli coś faktycznie działa Ci na nerwy. to potrafisz to wyrazić w bardziej dosadny sposób wokalnie...
R: Wiem, że sposób mojego śpiewania też się trochę zmienił, przede wszystkim dlatego, że miałem czas na nagranie wokali, nie zrobiłem tego w dwa dni, tak jak na poprzednim albumie, tylko robiłem to przez pięć tygodni, a poza tym myślę, że wpływ na to miały też dziesiątki koncertów, które zagraliśmy z zespołem, gdy cały czas wydobywa się energia i trudno było zmienić podejście do tego w ciągu tak krótkiego okresu czasu pracy w studio.

Rozmawiała: Asia Szyra

Dzięcioł.


`dawkujesz mi siebie jak lek na przetrwanie.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
GotLink.pl